Grunt kupić łatwo...
Na Opolszczyźnie, a szczególnie w gminach Ozimka, Prószkowa, Komprachcic czy Chrząstowic, bardzo wzmógł się ostatnio handel nieruchomościami. Prawdziwe oblężenie przeżywają notariaty oraz wydziały ewidencji gruntów w starostwie i urzędach gminnych.Wiele osób kupuje ziemię na terenach wiejskich, zgłasza się potem do Urzędu Gminy, gdzie oświadcza, że zamierza rozpocząć budowę na własnej działce. Potencjalny inwestor najczęściej spotyka się z odmową urzędników. Mechanizm zakupu ziemi jest prosty. Jedzie się na wieś i szuka małorolnych rolników, którym uprawa ziemi się nie opłaca. Czasem też nie ma kto na niej robić, bo większość młodych mężczyzn zarobkuje na Zachodzie. Są też tacy rolnicy, którzy bojąc się formalności papierowych związanych z unijną wspólnotą, chętnie pozbyli się swoich niewielkich areałów.Nabywcami gruntu, najczęściej rolnego, stają się mieszkańcy miast. Jak już dojdzie do transakcji i nowy właściciel posiada akt notarialny wraz z naszkicowanym już planem swojego obiektu, przedstawia go w gminie z prośbą o wydanie warunków zabudowy.Byłem naiwny- Kupiłem działkę o powierzchni 20 arów tuż za granicą Opola - opowiada mieszkaniec miasta, proszący o anonimowość. - Nie przypuszczałem, że nie będę mógł tak szybko jak zamierzałem, rozpocząć budowy domu. W urzędzie gminy okazało się, że moja działka to grunt rolny, nie ujęty w planach gminy pod zabudowę.Nie pomogły prośby ani groźby. Gdy inwestor-amator spotkał się z odmową urzędnika, poszedł do wójta. Ten dopiero wyjaśnił mu w czym rzecz.- W naszej gminie takie przypadki zdarzają się przynajmniej raz w tygodniu ? mówi wójt gminy Komprachcice, Paweł Smolarek.- Są ludzie, którzy kupują działki za śmiesznie małe pieniądze - twierdzi wójt. - Grunt rolny można nabyć w cenie od 20 groszy do 1 złotego za metr kwadratowy. Na takiej ziemi, nie ujętej jednak pod zabudowę, nie można budować. Zdecydowano tak z różnych względów np. z uwagi na klasę gleby, na jej położenie, brak dróg dojazdowych czy uzbrojenia.W komprachcickiej gminie w rękach prywatnych jest ponad tysiąc takich działek, na których chciano by budować, ale nie można.- Gdy nasz petent widzi, że w gminie nic nie wskóra, sprzedaje działkę innemu naiwnemu, a ten nie znając zagadnienia, zaczyna proces nękania nas na nowo - dodaje wójt.